piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 24. { Obiecaj }

Dyszałam ciężko, próbując podnieść swoje ociężałe ciało z podłogi. Zagryzłam wargę i powstrzymałam łzy, które bardzo chciały wydostać się na zewnątrz. Dłonie zapiekły pod wpływem mocnego nacisku, ale dzielnie to zniosłam i wstałam, chociaż lekko się garbiłam. Przeciągnęłam się do samego końca i usłyszałam, jak moje kości głośno chrupią. Och, Boże. Dlaczego miałam wrażenie, jakby żebra mi spadały?
Wsadziłam klucz w ścianę i wygramoliłam się na zewnątrz, ponownie uderzając całą powierzchnią ciała o chodnik. Tym razem nie dałam rady powstrzymać szlochu wyrywającego się z głębi mojej klatki piersiowej. Z trudem dźwignęłam się na rękach i ponownie podniosłam do pionu.
Wiatr wydawał się wiać mocniej i zimniej, miałam wrażliwsza skórę. Jęknęłam cicho i skierowałam się w jedyną mi znaną, przyjazną stronę- w stronę parku.
Tylko tam mogłam spotkać Brandona. Tylko on mógł mi pomóc w zwalczaniu samotności. Był niesamowicie podobny do Nialla, przez co w chory sposób chciałam spędzać z nim czas. Tęskniłam za nim, za jego dotykiem, za jego miłością. Wspomnienia ponownie spowodowały bolesny uścisk w żołądku, a na ten ból nie miałam lekarstwa. Nikt nie miał. Lubimy upijać się miłością, ale kiedy przychodzi nam ją stracić, mało kto chce przyznać, jak bardzo nas zabija.
Drzewa kołysały się tak, jak zawsze, gdy ponownie przemierzałam znane mi ścieżki. Mijałam osłabionych ludzi o smutnych oczach, chociaż dopiero teraz mogłam dostrzec na ich twarzach jakiekolwiek emocje. Byli przestraszeni i przygnębieni.
Łzy zebrały się w moich oczach na ich widok. Tyle młodych osób, potencjalnych przyszłych lekarzy, naukowców, przywódców i po po prostu przeciętnych dobrych ludzi, ma zginąć? Umrzeć z wycieńczenia? Za co? Z jakiej racji? Bo znaleźli się pod opieką Aniołów? To nie było żadne usprawiedliwienie dla Duchów, które ich tu więziły.
Teraz już wiedziałam. Będę walczyć. Do ostatniej kropli krwi, pomszczę wszystkich nieszczęśników, którym może nie udało się przeżyć dzisiaj. Dla nich. Dla Nialla. I może dla mojej siostry, jeśli to wszystko nie było tylko chorą grą na moich emocjach.
Żwir szurał pod moimi stopami, a chłód lizał odsłonięte ramiona. Zadrżałam i obserwowałam, jak tworzyła się na nich gęsia skórka.
Usiadłam na ławce obok zasmuconego chłopaka. Patrzył na mnie tak, jak matka patrzy na dziecko, gdy się przewróci i zbije sobie kolana. Usłyszałam jego głośne westchnięcie i po chwili przemówił.
-Więc już wiesz.
-Mhm...- mruknęłam niewyraźnie i poprawiłam swoją pozycję.- Wiem.
Moje słowa uleciały gdzieś w powietrze, miałam wrażenie, że to nie ja je wypowiadałam. Cisza nas zjadała, kiedy było słychać tylko nasze oddechy.
-Jestem wycieńczony.- oświadczył chwilę potem. Następne, co zobaczyłam, to on wstający z ławki.- Przepraszam, Diana. Muszę się położyć.- powiedział cicho. Okej, nie miałam nic przeciwko, ale...
-Wstaniesz jeszcze?- zapytałam z załzawionymi oczami.
-Nie wiem.- przyznał nieśmiało.- Jestem słaby.
Kiedy dotarł do mnie sens jego słów, mimowolnie jedna łza spłynęła po moim policzku. Zwiesiłam wzrok i wbiłam go w swoje dłonie, nie mogąc znieść smutnego wzroku chłopaka. Kilka sekund potem pochylił się i bardzo delikatnie, jakbym miała się rozpaść, przycisnął swoje usta do moich. To nie był żaden namiętny, ani gorący pocałunek... To była nasza obietnica. Że jeszcze kiedyś się spotkamy.
-To na wypadek, gdybym miał cię już nie zobaczyć.- szepnął i, jak na swoje możliwości, szybkim krokiem ruszył w stronę prawdopodobnie prowadzącą do jego przejścia. Zaczęłam głośno i otwarcie płakać, rozumiejąc, że możemy nie przetrwać tej nocy. Że Niall może nie zdążyć. Że... umrę. 
Odchyliłam głowę i ułożyłam ją na oparciu, chociaż nacisk bolał. Miałam piękny sen. Śniło mi się, że Niall przybył i uratował nas wszystkich, przeżyliśmy i mogliśmy wrócić do normalnego życia; Bez Duchów, bez strachu, bez śmierci. Blondyn przytulał mnie i zapewniał, że teraz już wszystko będzie w porządku, nie pozwoli mnie sobie odebrać już nigdy więcej. Brandon przeżył tą noc i był szczęśliwy. Aniołowie wygrali tą bitwę z Duchami.
Zostawała jeszcze Perrie. Kiedy sobie o niej przypomniałam, od razu postanowiłam ruszyć w kierunku sklepu. Miałam nadzieję, że nie będzie miała przeze mnie kolejnych kłopotów. Wolnym krokiem zmierzałam do miejsca, w którym miałam nadzieję ją spotkać.
Po kilkudziesięciu minutach i niezliczonych przystankach dotarłam do sklepu. Pchnęłam drzwi i wtoczyłam się do środka, od razu opadając na pufę. Dyszałam ciężko, gdybym przeszła jeszcze sto metrów, chyba bym zemdlała. Odwróciłam powoli głowę w kierunku głębi pomieszczenia, szukając tam wesołej dziewczyny. Pojawiła się kilka minut później, od razu blednąc na mój widok. Ze strachem podeszła do mnie i usiadła naprzeciw.
-N-nie nosisz płaszcza?- zaczęła ostrożnie. Przełknęła ślinę, mierząc wzrokiem moją ziemistą skórę. Podniosłam wzrok na jej twarz, próbując znaleźć w niej podobieństwo do mojego taty, jednak niczego takiego nie zauważyłam. Oczy...? Nie. Tata miał podobny kolor, ale zupełnie inny kształt.
-To prawda? Bił cię?- zapytałam ignorując jej pytanie. Rozejrzała się niespokojnie po sklepie, a potem zwiesiła spojrzenie.
-To nie jest chyba odpowiedni moment.- odpowiedziała i zaczęła bawić się dłońmi, unikając mojego spojrzenia.
-Kłamał? Jesteś moją siostrą?- dopytywałam się, a po moich policzkach płynęły strumienie łez. Jeśli to prawda i byłyśmy rodzeństwem, nie byłam tu sama. Nawet jeśli Niall miałby po mnie nie przyjść, miałam kogoś bliskiego. Ona była pewnikiem. Brandon mógł już nie żyć, chociaż odpychałam od siebie tę myśl. Wolałam myśleć, że teraz śpi, odpoczywa, i wszystko z nim w porządku.
Perrie westchnęła cicho i wstała, podchodząc do mnie.
-Myślę, że powinnaś już iść.- wyszeptała i pomogła mi wstać. Rzeczywistość we mnie uderzyła. To wszystko była prawda.
-Dlaczego tu jesteś? Dlaczego umarłaś?
-Mam nadzieję, że kiedyś ci powiem.- odparła smutno i wypchnęła mnie do wejścia.- Przepraszam, Diana.
-Ale...- zaczęłam, lecz gdy złapałam jej spojrzenie, zrozumiałam że naprawdę będzie lepiej, jeśli pójdę. Pokiwałam głową i otworzyłam drzwi, wychodząc na zimne powietrze.
-Noś płaszcz. Chłodno jest.- poleciła mi, zanim zupełnie nie zniknęła w głębi pomieszczenia.
Usiadłam na chodniku i zaczęłam płakać z bezsilności. Nie mogłam zrobić absolutnie nic, żeby pomóc ludziom, na których mi zależało. Najpierw nie ochroniłam rodziców. Teraz nie ochronię Brandona i Perrie. Wszystko było nie tak, jakbym sobie tego życzyła i to zabijało mnie od środka.
Zresztą, nie umierałam tylko wewnętrznie. Powierzchownie też ginęłam.
Po ulicach chodzili ludzie, których zdarzyło mi się już wcześniej widzieć. Musieli być bardziej wytrzymali niż ja, skoro jeszcze żyli i mieli siłę na wędrówki. Podniosłam głowę, a wiatr szczypał moje mokre policzki.
A co, jeśli dzisiaj umrę? Już nigdy nie zobaczę Zayna ani Bonnie. Już nigdy nie wykąpię się w morzu. Już nigdy Niall mnie nie pocałuje. Już nigdy nie pogadam z Eleanor o nieistotnych pierdołach. Już nigdy nie polecę do Nieba.
Dość. Koniec użalania się nad sobą. Jesteś silna i przetrwasz tą noc, powtarzałam sobie w myślach. Masz przed sobą całe życie i musisz je wykorzystać. Nie umrzesz. Nie dzisiaj. Nie jesteś sama.
Z tą myślą pewnie wstałam i poszłam w stronę swojego lokum, ignorując ból. Szłam ze wzrokiem wbitym w ziemię, dopóki nie wpadłam na kogoś na chodniku. Podniosłam wzrok i spotkałam te oczy w idealnym odcieniu błękitu. Łzy od razu zebrały się w moich, kiedy zaczęłam szybciej oddychać. To tylko halucynacja? Zaczynam świrować?
-Niall?- szepnęłam, a kiedy chłopak pokiwał głową, cóż. Zemdlałam.

~
niesprawdzony
Witam wszystkich!
Pierwszą rzecz, o której chciałabym wspomnieć, to że nienawidzę słowa "witam", ale użyłam go specjalnie, żeby psychicznie się ukarać. Hehe. Jestem dziwna.
Druga rzecz- przepraszam za zwłokę, ale wena jakoś do mnie nie przychodziła. Ale jak już się zjawiła, to napisałam ponad 1000 słów, więc brawa dla Nat. Hehe. 
IDĘ POWIADAMIAĆ MOJE SŁOŃCA. JUTRO LUB DZISIAJ ROZDZIAŁ NA DBN. ZOBACZYMY JAK TO BĘDZIE. 
KOCHAM WAS! ♥ ♥ ♥
I taka mała prośba. Jeśli czytacie, skomentujcie ten rozdział, chociażby kropką. Chcę wiedzieć, ile osób tu jest ☺

11 komentarzy:

  1. <333333333333333333333333 33333333333333

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu!!! Yaay! Ale się cieszę, że Niall już jest z nią.. Mam nadzieję, że wydostaną się z tego "miasta duchów" i będą szczęśliwi :):
    do następnego (mam nadzieję, że pojawi się szybciej) :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Awwww... W końcu się znaleźli. Czyżby teraz był jakiś wielki dobroduszny gest ze strony archaniołów i wielki powrót wszystkich do swoich żyć??

    OdpowiedzUsuń
  4. Super że wpadła na Nialla :)

    Horror, akcja, romans, humor i trzymająca w napięciu fabuła: http://psychopathic-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nadrobiłam całego bloga. Nie mogłam się oderwać od czytania. Dosłownie spędziłam całą noc na czytaniu.
    Nie mieści mi się w głowie jak wielki masz talent! Dawno nie czytałam tak ciekawego opowiadania.
    Twój styl pisania po prostu mnie rozbraja. Jak ty to robisz? ♥
    Pozdrawiam ♥
    Kocham to!!!
    Hura Niall i Diana w końcu razem !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Omg, dziękuję, to takie kochanr misiu ♥ uwielbiam czytać takie komentarze od Was, moje słoneczka ♥ ♥ ♥

      Usuń
  6. Super piszesz naprawdę świetnie też prowadzę a bardziej prowadziłam bloga (mojego pierwszego i chyba ostatniego) mam w ogóle nadal wenę na pisane i na tą historię ale nikt nie czyta to się nie opłaca a moja odpowiedź zmierza do tego aby ci powiedzieć, że chciałabym pisać tak dobrze jak ty i nie ważne, że nie za często dodajesz ale ważne, że jesteś w tym naprawdę dobra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochanie! ♥ Każdą taką opinię mam potem w głowie cały dzień, bo to takie urocze że poświęcacie pół minuty swojego życia na powiedzenie mi, że jestem dobra w tym, co robię. Dziękuję dziękuję dziękuję! ☺♥

      Usuń
  7. mam wrażenie że to jest halucynacja Diany, przecież Niall nie mógłby tam stać tak sobie o, bezpiecznie.
    świetnie wszystko obrazujesz, czuję się jakbym uczestniczyła w tym opowiadaniu osobiście, jest genialne ;)
    tak poza tym to ..
    NIE UŚMIERCAJ MI TAM NIKOGO ONI MAJĄ BYĆ SZCZĘŚLIWI BUUUUUU NIE MOŻESZ ZABIĆ DIANY ANI BRANDONA, CZEMU UCIĘŁAŚ W ZESZŁYM ROZDZIALE SKRZYDŁA NIALLOWI, TAK NIE MOŻNAAAA!
    koniec moich żali :D
    czekam niecierpliwie na następny i ofc zapraszam na swój :)

    OdpowiedzUsuń